Przejdź do głównej zawartości

Kto lepiej , kto więcej i kto ciężej.

Jak okropnie mnie wkurza porównywanie. Kto więcej zarabia, kto ma lepsze oceny, kto jest szczuplejszy, i tym podobne niezwykle istotne dylematy. Zaczyna się już od kołyski i trwa chyba do końca życia. W realu czy w sieci, nie ma znaczenia. Chociaż fakt jest taki, że w realu łatwiej coś skonfrontować, a internet przyjmie wszystko. No to pokrótce spis konkurencji.


A mój bąbelek to już...


Ile ma? Trzy miesiące? To już siedzi? Sześć? To już chodzi? Aaaa, bo mój to już przy meblach się przesuwał. A na roczek to już na rowerku śmigał. Znacie to? Pewnie, że znacie. I od razu przychodzą do głowy myśli: a jeśli mój jeszcze nie pełza? ani nie raczkuje? no jasne! zaburzenie! tylko fizjoterapeuta nas uratuje. Nie mówi baba ani mama a ma już pół roku - ooo to konieczna konsultacja neurologopedy! Nie przesypia całych nocy? - osteopata się kłania. I latają wszyscy od terapii do terapii praktycznie od samego porodu, żeby tylko przyspieszyć rozwój i żeby nie odstawał od reszty grupowych bobasków. W końcu dogania rówieśników. Umie chodzić, mówić (może z r sobie jeszcze nie radzi ale to załatwi kolejna terapia u logopedy) i idzie do placówki. 


Kwestia organizacji.


A mojego męża to cały dzień nie ma, a ja czworo dzieci, pies, praca zdalna i jeszcze obiad i wszystko na błysk. Trzeba umieć się zorganizować przecież. A jeśli z jednym dzieckiem nie dajesz rady to coś z tobą nie tak. Polecamy skonsultować się z terapeutą. Koniecznie! Albo od męża odejdź i za robotę się weź, a nie tylko siedzisz i jęczysz, a przecież macierzyński masz. I w ogóle z jednym dzieckiem to co ty masz za problem? Inne mają czworo to dopiero jest wyzwanie! Z jednym nawet nie stawaj do konkurencji. Nie masz szans. 


Grzeczny czy niegrzeczny?


Żłobek czy przedszkole, wszystko jedno. Dziecko ma być tam "grzeczne". Zasady, procedury i schematy oraz prześciganie się, które grzeczniejsze. Oooo moje to w ogóle nie płacze. A mój to już literki zna i listy do nauczycielek pisze. A mój to "Pana Tadeusza" z pamięci na urodzinach dziadka recytował, a ma tylko trzy lata!. No geniusz! A placówki jeszcze podsycają tą rywalizację, dając medale, puchary czy inne dyplomy za odpowiednie zachowanie. A jeżeli masz dziecko z własnym zdaniem, poglądami na świat i odbiega ono od reszty to....no jasne, dobrze się domyślasz - terapia. 


Szkoła, praca, życie.


A potem jest już z górki. Oceny w szkole - piątki, czerwone paski, nagrody. Następnie studia. Oczywiście nie zaoczne na prywatnej uczelni. Tam to się tylko płaci i już papierek dają. Sami nieudacznicy tam chodzą. I to z bogatej rodziny bo tatuś opłacił, nie? A na tych państwowych sześcioletnich to dopiero jest męczarnia. Nie masz co porównywać się z kimś z polibudy, bo przecież wiadomo, że jesteś luzerem. Sukces to jest magister inżynier. Albo doktor, modny teraz. Bo córka ciotki mojego drugiego męża to doktora robi i pracuje na dwa etaty i za granicą była i kasę trzepie, że ho ho. To jest sukces!

No i praca musi być ciężka. Czym więcej do zrobienia, tym lepiej. Czym się bardziej naharujesz, tym większa twoja wartość. A najgorzej to mają w medycynie. I w handlu. I na call center, bo się z ludźmi użerają. No i nauczyciele. Też mają najgorzej. A matki na cały etat? Wygrywa ten, kto ma ciężej. Odpoczynek nie jest zalecany. Odpoczywają lenie, nieroby a jeśli już ktoś odpoczywa na urlopie to konieczne musi fotki na fejsa wrzucić, żeby nie było, że całkiem rywalizację odpuścił.


Smutny świat zagonionych ludzi.


Powiem wam jedno: nie chcę tak żyć! Nie chcę nauczyć moich dzieci rywalizowania o pierdoły. Nie chcę, żeby się zamęczały i były z tego dumne, tylko żeby były dumne z tego, że robią to, co lubią. Żeby były zadowolone, kiedy mogą odpocząć i kiedy mają szansę na uczynienie tego świata odrobinę weselszym. 

Komentarze